Przedostatni turniej Mastreligi PLP za nami. Tym razem ligowe zmagania odbyły się w Strawczynie, oddalonym 30km od Kielc.
Podróż niemal 600km trasą rozpoczęliśmy w piątkowy wieczór, wyjeżdżamy ze sporym zapasem czasowym żeby rano spokojnie obejrzeć pole, zweryfikować nasze przemyślenia i strategie. W Poznaniu dołączają do nas Guma z pomocnym Kaczorem. Bez przygód i problemów meldujemy się pod bramą stadionu w Strawczynie o 5:00. Wszystko pozamykane, cicho, głucho. Pierwszy mecz rozpoczynamy ok 9:30, więc znalazł się jeszcze czas na godzinna drzemkę. Po szóstej wkraczamy na pole. Jesteśmy pierwsi, balony rozstawione równo i symetrycznie, ale lekko zflaczałe. Na szczęście znajdujemy dmuchawę i ku niezadowoleniu okolicznych mieszkańców dopompowujemy pole. Rozpoczynają się dyskusje, analiza i korekty wcześniejszych ustaleń. Nad głowami słońce coraz mocniejsze i ani jednej chmury – zapowiada się gorący i wyczerpujący dzień.
W grupie zagramy z Therapy, Therapy Haters oraz toruńskimi Goodfellasami. Pierwsza i najważniejsza rozgrywka to pojedynek z Therapy – liderem ligowej tabeli. Najprawdopobniej od tego meczu zależeć będzie nasz obecność w finałach. Rozpoczynamy grę gotowi i zmotywowani. Pierwsze punkty dość wyrównane, nasza taktyka wydaje się odpowiednio dobrana do przeciwników. Na tablicy wyników pojawia się wynk 2:2. Mecze są zacięte i długie, czasu coraz mniej. Kolejny punkt zdobywa Therapy. Przy stanie 3:2 pozostaje nam 35 sekund szans na wyrównanie. Dość ostry rush na przeciwników i sprawy szybko układają się po naszej myśli. Na polu pozostaje 2 zawodników eUphorii i tylko jeden gracz Therapy. Syrena nieubłaganie sygnalizuje koniec czasu. Przegrywamy pierwszy mecz 2:3.
Drugi pojedynek to kolejny skład Therapy. Jeśli myślimy grze w finałach jaki “lucky-looser” musimy pozostałe dwa mecze wygrać i to dość wysoko. Drugi, a może nawet trzeci skład Therapy prezentuje podobny styl gry na całkiem wysokim poziomie. Z małymi problemami wygrywamy cały pojedynek 4:2. Daje o sobie znać zmęczenie i temperatura – słońce grzeje już pełną parą, sytuacje ratuje jedynie lekki wietrzyk.
Trzeci mecz z zaprzyjaźnionymi Goodfellas’ami miał być naszą drogą do finałów. Niespodziewanie (przynajmniej dla nas) przegrywamy go 3:1. Niestety kończymy turniej na rozgrywkach grupowych.
W finałach spotkali się Therapy, Ranger III, HuntersCrew II oraz Warsaw United II. Nam pozostała szybka kąpiel, obiad i powrotna droga do domu…
Dziękujemy za pomoc Trypka i Kaczora, którzy wspierali nas przez cały dzień, oraz chłopakom ze Spire Division za pomoc w ogarnięciu pit stopu.

